Twórczość Davida Bowiego zmieniała się nie dlatego, że artysta nie potrafił znaleźć własnego stylu, lecz dlatego, że traktował zmianę jako podstawowe narzędzie wypowiedzi. Wizerunek, muzyka i sceniczna persona tworzyły u niego jedną całość. Ziggy Stardust, Thin White Duke czy elegancki Bowie z lat 80. byli kolejnymi rolami, dzięki którym mógł uciekać przed artystyczną stagnacją i nieustannie przesuwać granice muzyki popularnej.
Lata 60. i narodziny artysty
David Bowie urodził się jako David Jones. Zanim rozpoczął karierę solową, występował jako wokalista i saksofonista różnych zespołów. W 1966 roku przyjął nazwisko Bowie, aby uniknąć pomyłek z Davy’m Jonesem z grupy The Monkees. Rok później ukazał się jego debiutancki album, ale ani on, ani trzy kolejne płyty nie przyniosły mu większego sukcesu.
Ten okres był czasem szukania własnego głosu. Bowie próbował różnych form, obserwował teatr, pantomimę, folk, rock i piosenkę autorską. Nie miał jeszcze wyrazistej persony, która pozwoliłaby mu połączyć muzykę z obrazem. To rozproszenie nie było jednak zmarnowanym etapem. Przygotowało artystę do późniejszego traktowania kariery jak serii świadomie zaprojektowanych przedstawień.
Era wcieleń – Ziggy Stardust i Thin White Duke
Przełom nastąpił na początku lat 70. Album The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars z 1972 roku przyniósł Bowie’emu popularność, a zarazem wprowadził jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci w historii rocka. Ziggy Stardust był androgynicznym przybyszem z kosmosu, który na Ziemi zostaje gwiazdą rocka. Persona pozwoliła artyście mówić o sławie, alienacji i potrzebie kontaktu z publicznością z dystansem właściwym aktorowi grającemu rolę.
Androgyniczny wygląd Ziggy’ego podważał tradycyjne wyobrażenia o męskości rockowego frontmana. Muzyka, kostiumy, makijaż i sceniczny spektakl wzajemnie się wzmacniały. Bowie szybko jednak „uśmiercił” tę postać. Nie oznaczało to odrzucenia wcześniejszej twórczości, ale odmowę pozostania zakładnikiem własnego sukcesu.
W połowie dekady pojawił się Thin White Duke – chłodniejszy, bardziej zdystansowany bohater, kojarzony z elegancją, europejską dekadencją i fascynacją kulturą weimarskich Niemiec. Towarzyszyły mu albumy takie jak Station to Station, a później berlińska trylogia obejmująca między innymi Low i “Heroes”. Bowie przesuwał się w stronę elektroniki, eksperymentu i bardziej oszczędnych form. Najważniejsze wcielenia można uporządkować w ten sposób:
| Postać lub era | Kluczowy album | Charakterystyka |
|---|---|---|
| Ziggy Stardust | The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars | Glam rock, kosmiczna narracja, androgyniczny wizerunek i teatralność. |
| Thin White Duke | Station to Station | Chłodna elegancja, europejska dekadencja i przejście ku eksperymentom. |
| Berlin i elektronika | Low | Minimalizm, syntezatory, instrumentalne pejzaże i współpraca z Brianem Eno. |
| Lata 80. i Let’s Dance | Let’s Dance | Taneczny pop, dopracowana produkcja, szeroki odbiór i wielki sukces komercyjny. |
| Powrót | The Next Day | Dialog z własną historią, rockowa forma i świadome spojrzenie wstecz. |
Wcielenia Bowiego działały więc jak ramy dla kolejnych etapów muzycznych. Umożliwiały zmianę bez konieczności składania jednej, ostatecznej deklaracji artystycznej. Dzięki nim artysta mógł być jednocześnie wykonawcą, autorem, aktorem i reżyserem własnego wizerunku.
Kontrowersje lat 80. i komercyjny szczyt
Album Let’s Dance, wydany w 1983 roku, był kolejnym radykalnym zwrotem. Bowie zaprosił do współpracy Nile’a Rodgersa, znanego z grupy Chic, a sesje nagraniowe trwały niewiele ponad dwa tygodnie. W nagraniach uczestniczył także gitarzysta Stevie Ray Vaughan. Płyta połączyła pop, funk, taneczny rytm i charakterystyczną dla Bowiego umiejętność budowania chwytliwych melodii.
Komercyjny sukces był ogromny, lecz zmienił sposób postrzegania artysty. Singiel „Let’s Dance” dotarł na szczyty list przebojów w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, a album uczynił Bowiego gwiazdą światowego mainstreamu. Trasa Serious Moonlight podkreślała rozmach produkcyjny i dopracowany wizerunek, który dobrze współgrał z estetyką lat 80. Dla części wcześniejszych fanów oznaczało to jednak zdradę bardziej eksperymentalnego oblicza artysty.
Problem nie polegał na tym, że Bowie nagle stał się artystą komercyjnym. Popularność zawsze była częścią jego strategii. Napięcie pojawiło się wtedy, gdy sukces zaczął przejmować kontrolę nad jego wizerunkiem. Po latach Bowie przyznawał, że pozwolił aranżerom, fotografom i producentom decydować o zbyt wielu elementach jego pracy. To ważne rozróżnienie: Let’s Dance było artystycznie sprawną płytą, ale jej konsekwencje pokazały, jak łatwo szeroka rozpoznawalność może ograniczyć twórczą niezależność.
Dojrzałość i powrót po przerwie
W latach 90. Bowie znów kierował się ku nowoczesnym brzmieniom. Sięgał po elektronikę, industrial, alternatywny rock i rozwiązania kojarzone z muzyką klubową. Nie wszystkie te projekty osiągały sukces sprzedażowy, ale artysta nie próbował już za wszelką cenę powtarzać formuły Let’s Dance. Mainstream przestał być celem samym w sobie. Bowie wolał komentować nowe trendy, przetwarzać je i sprawdzać, jak zmienią jego własny język.
Po problemach zdrowotnych w 2004 roku wycofał się z regularnego koncertowania i na wiele lat ograniczył aktywność publiczną. Kiedy w 2013 roku ukazał się album The Next Day, powrót był zaskoczeniem. Płyta nie próbowała udowadniać, że Bowie nadal wyznacza kierunek całej muzyce popularnej. Zamiast tego prowadziła dialog z jego wcześniejszym dorobkiem, szczególnie z okresem berlińskim i albumami takimi jak Lodger czy Scary Monsters.
Ta zmiana perspektywy była znacząca. Młodszy Bowie budował przyszłość przez odrzucanie poprzednich wcieleń, dojrzały artysta zaczął świadomie przetwarzać własną historię. Nie oznaczało to rezygnacji z eksperymentu. Oznaczało raczej pogodzenie nowości z pamięcią o tym, co już stworzył. Późniejszy Blackstar, wydany 8 stycznia 2016 roku, potwierdził, że nawet u schyłku kariery Bowie traktował album jako spójną formę artystyczną, a nie jedynie zbiór piosenek.
Spójność w niespójności
Odpowiedź na pytanie, jak zmieniała się twórczość Davida Bowiego, nie sprowadza się do wyliczenia gatunków i kostiumów. Jego kariera była konsekwentna właśnie dlatego, że nieustannie odrzucała stałą formę. Zmiana pozwalała mu kontrolować dystans wobec sławy, badać nowe brzmienia i unikać roli artysty zamkniętego w jednym okresie własnej przeszłości.
Dziedzictwo Bowiego polega na spójności jego niespójności. Każde wcielenie miało własną estetykę, lecz wszystkie wynikały z tej samej zasady: twórca nie musi powtarzać siebie, aby pozostać rozpoznawalny.